Infrapanele – czy rzeczywiście oszczędne?

Inni producenci ogrzewania płaszczyznowego (takim jest np. ogrzewanie podłogowe) wspominają, że dla zapewnienia tego samego komfortu ciepła wystarczy temperatura powietrza w domu o 2-3 stopnie niższa, niż przy ogrzewaniu grzejnikami. Jestem skłonny uwierzyć, że tu będzie podobnie. Ale takie zmniejszenie temperatury obniży moc ogrzewania (i wielkość strat) o połowę tylko wtedy, gdy temperatura na zewnątrz wynosi 14-16°C.

Faktem jest, że ogrzewając siebie samego bezpośrednio, można robić to bardzo tanio. I taki przykład z użyciem właśnie elektrycznego promiennika ciepła, pokazywałem już tu kiedyś w serwisie.

W kolejnym zdaniu napisano już, że

Moc instalowanych paneli to średnio 55 – 65 W/m².

podczas gdy jest to całkiem zwyczajna moc dla dziś budowanych, ocieplonych zgodnie z normami budynków. Jeśli budynek zrobimy „lepszy niż zwykle” (lepiej docieplony, z odzyskiem ciepła z wentylacji), ta moc może być znacząco niższa. A skoro tak, to skąd wzięła się informacja o dwukrotnie niższej mocy? Ta moc jest dwukrotnie niższa, niż gdybyśmy użyli grzejników w starym, nieocieplonym domu? Co to za argument?

Trochę miejsca poświęcono też kwestii błyskawicznego działania ogrzewania, które ma pozwalać na dalsze oszczędności.

Działanie naszych paneli jest odczuwalne już po 10 minutach od włączenia dzięki temu ogrzewanie nie musi pracować cały czas a może zostać włączone chwilę przed planowanym przyjściem do domu. (…) Na przykład ogrzewanie w sklepie może się włączać tylko w dni robocze pół godziny przed otwarciem i automatycznie wyłączyć o godzinie zamknięcia sklepu.

Zwłoka w zadziałaniu nowoczesnej instalacji centralnego ogrzewania wcale nie musi być większa. Dzisiejsze centralne ogrzewanie wykonuje się z pompami obiegowymi, na rurkach o niewielkiej średnicy, dzięki czemu ilość wody krążącej w obiegu jest niewielka. Nie ma też problemu z uruchomieniem źródła ciepła w żądanym momencie, to tylko kwestia sterownika, wszystkie bezobsługowe źródła ciepła dadzą sobie z tym radę.

Inaczej wygląda kwestia w przypadku ogrzewania podłogowego, bo tu oprócz wody w rurkach musi nagrzać się sporo betonu.

Oczywiście przy ogrzewaniu tradycyjnym, grzejnikowym, komfort cieplny odczujemy dopiero wtedy, gdy powietrze się z powrotem nagrzeje do odpowiedniej temperatury. A wraz z nim muszą nagrzać się ściany pokoi, co też trwa. Nie sposób więc się nie zgodzić, że dzięki ogrzewaniu na podczerwień komfort cieplny odczujemy wcześniej.

Pytanie tylko, na ile ten komfort cieplny będzie odczuwalny w całym pomieszczeniu, a na ile tylko w bezpośredniej bliskości panelu? Przecież im dalej od niego, tym mniejsza ilość ciepła dostarczana na drodze promieniowania, tym bardziej odczuwamy wpływ zimnego powietrza w pokoju i zimnych ścian (czegoś, co z przymrużeniem oka określam mianem promieniowania zimna).

Planując ogrzewanie domu warto zastanowić się który rodzaj ogrzewania będzie najbardziej ekonomiczny w przyszłości. Warto zauważyć że ceny węgla i gazu stale rosną. Obecnie jedynie energia elektryczna rokuje utrzymanie cen na rozsądnym poziomie za ponad 5 lat.

To jest akurat zupełna nieprawda, bo nikt rozsądny nie twierdzi, że prąd nie podrożeje znacząco na przestrzeni kilku najbliższych lat. Ja się obawiam, że może podrożeć dwukrotnie, co jest powodem, dla którego nie jestem skłonny polecać ogrzewanie elektryczne inne, niż pompy ciepła.

No i wisienka na torcie — szacunek kosztu ogrzewania infrapanelem…

Średnie miesięczne koszty użytkowania Infrapaneli w sezonie zimowym wynoszą 2 zł – 3 zł na metr kw.

Ten szacunek byłby jak najbardziej realny… Gdybyśmy kupowali prąd po 0,3 PLN/kWh (mało realne dla takiego ogrzewania), zużywalibyśmy w ciągu zimy 60 kWh/m² domu, zakładając dość krótki sezon grzewczy. Problem polega na tym, że dla dziś budowanych domów to zużycie ciepła jest ze dwa razy większe…

Czy infrapanele (elektryczne ogrzewanie na podczerwień) mają sens?

Nie odmawiam nikomu prawa do kupowania elektrycznego ogrzewania na podczerwień. Jestem gorącym zwolennikiem pozostawiania innym ludziom prawa do podejmowania bezsensownych decyzji.

Problem robi się jednak, gdy ktoś nieobeznany w temacie zajrzy na taką stronę jak infrapanel.pl, poczyta entuzjastyczne zapewnienia sprzedawcy, a później zdecyduje się na takie ogrzewanie. W wielu przypadkach może się to skończyć płaczem i zgrzytaniem zębów.

Bo takie ogrzewanie elektryczne ma sens wtedy i tylko wtedy, gdy jest stosowane sporadycznie, miejscowo, albo gdy jest używane w naprawdę dobrze ocieplonym domu. Lepiej, niż budynki, które tylko ledwie spełniają minimalne wymogi określone przepisami.

Dopiero wtedy, w połączeniu z innymi oszczędnościami na rezygnacji z kotła i ogrzewania wodnego, takimi jak:

  • brak kominów,
  • brak kotłowni,
  • brak kotła, instalacji ogrzewczej,

takie ogrzewanie może mieć sens.

Mimo to, wciąż nie jestem skłonny polecać ogrzewanie elektryczne, bo nie sposób oceniać, jak zmienią się ceny prądu w okresie eksploatacji typowego domu jednorodzinnego.

No i nie podobają mi się takie entuzjastyczne strony internetowe sprzedawców systemów grzewczych. Zdecydowanie więcej miejsca powinno się poświęcić uświadomieniu czytelnikowi, że w typowym domu jednorodzinnym nie osiągnie takich wyników i za ogrzewanie na prąd będzie przepłacać.

Tekst po raz pierwszy opublikowany został w marcu 2012 r. Powyżej znajduje się jego zaktualizowana wersja.

Kolejne strony artykułu: [ 1 ] [ 2 ]

Opublikował 10.05.2015 mgr inż. Krzysztof Lis i oznaczył hasłami , ,

160 komentarzy do artykułu “Infrapanele – czy rzeczywiście oszczędne?”

Dotychczas opublikowane komentarze wyświetlane są na pierwszej stronie artykułu.

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting