Gazowe podgrzewacze wody użytkowej

Metod na podgrzewanie wody użytkowej w domach jednorodzinnych i mieszkaniach jest mnóstwo. Logicznym rozwiązaniem jest wykorzystywanie do tego celu tego samego źródła ciepła, które ogrzewa dom. W końcu i w jednym i drugim przypadku potrzebna jest ciepła woda — a różnica jest tylko w rurkach, którymi płynie ta woda (i jej ilości).

To rozwiązanie działa dobrze w domach jednorodzinnych, choć nieco gorzej latem, gdy trzeba źródło ciepła odpalać tylko po to, by zagrzać wodę do kąpieli. Przy kotłach centralnego ogrzewania na paliwa stałe jest to szczególnie uciążliwe.

W mieszkaniach jednak bardzo często stosowane jest zupełnie inne rozwiązanie, w którym te źródła ciepła są rozdzielone. Często bowiem blok zaopatrywany jest w ciepło z sieci ciepłowniczej, zaś ciepłą wodę każdy lokator musi grzać sam. I nierzadko do tego celu używa się gazowych przepływowych podgrzewaczy wody, zwanych także piecykami kąpielowymi, termami gazowymi, albo junkersami (od nazwy jednego z popularniejszych producentów).

gazowy-podgrzewacz-wody-junkers-500

Przykład takiego urządzenia widzimy na powyższej ilustracji (źródło: sprzedajemy.pl, autor: nieznany). Akurat tu mamy właśnie przepływowy ogrzewacz gazowy marki Junkers.

Takie urządzenia mają jedną olbrzymią zaletę — są małe i łatwo je dzięki temu zamontować w łazience. Chodzi rzecz jasna o porównanie do podgrzewaczy pojemnościowych, które muszą mieć zbiornik o pojemności co najmniej kilkudziesięciu litrów. Są też dość proste w obsłudze — po prostu odkręcamy kran i ciepła woda zaczyna lecieć od razu. Musimy tylko płacić rachunki za gaz, raz w roku zaprosić do mieszkania fachowca, który zrobi przegląd, i ew. zmieniać baterie w urządzeniu zapłonowym.

Na rynku są też podgrzewacze pojemnościowe, potocznie zwane bojlerami. I nie mam tu na myśli urządzeń elektrycznych, tylko właśnie gazowe!

Zasada działania takiego podgrzewacza pojemnościowego jest zupełnie inna. On ma trzymać zapas dużej ilości wody (np. 115 litrów dla podgrzewacza S 120-1 KP firmy Junkers), o zadanej temperaturze (tu z przedziału 40-75°C). On nie musi uruchamiać się jednocześnie z odkręceniem kranu i nagrzać w każdej minucie 20 litrów wody! To pozwala zamontować palnik o mniejszej mocy, który po prostu będzie działać dłużej. Jednocześnie, to daje możliwość czerpania wody z kilku punktów poboru naraz, bez spadku temperatury. Czyli jedna osoba bierze prysznic, a w kuchni ktoś myje kubek po herbacie. I osoba pod prysznicem nie kuli się z zimna. 😉

Tę korzyść może być widać także w opłatach za gaz, bo abonament za gotowość do jego dostarczania jest tym większy, im większe maksymalne zapotrzebowanie na gaz. A to zależy bezpośrednio od mocy gazowego kotła.

Koszty grzania wody gazem

są umiarkowane. Z całą pewnością niższe, niż w przypadku ogrzewania jej prądem, ale wyższe, niż dla węgla kamiennego.

Tak przynajmniej jest wtedy, gdy spojrzymy w sam koszt paliwa, ale gdy sięgniemy głębiej, sprawa się komplikuje.

Bo uruchomienie kotła na węgiel latem to dodatkowy koszt, wyższy niż wynikałoby tylko z samego podgrzania wody. Zawsze będziemy tu mieli jakiś pusty przebieg, którego nie byłoby zimą. Plus trzeba uwzględnić również czas na czyszczenie kotła, jego załadowanie i uruchomienie.

Z drugiej strony, faktury za gaz to nie tylko sam koszt tego paliwa, ale także opłaty stałe. Te są tym większe, im większa moc urządzeń gazowych zamontowanych w domu. Różnica w mocy kotła gazowego może decydować o zakwalifikowaniu odbiorcy do innej grupy taryfowej, a więc o innej wysokości opłat.

Nic dziwnego, że zupełnie inaczej sytuacja będzie wyglądać w domu jednorodzinnym (w którym jest kocioł CO i może on podgrzewać wodę użytkową) i w bloku. A czy grzanie wody przepływowy gazowym podgrzewaczem ma sens ekonomiczny — trzeba sobie odpowiedzieć w oparciu o taryfę dostawcy gazu i inne uwarunkowania.

Opublikował 03.12.2013 mgr inż. Krzysztof Lis

7 komentarzy do artykułu “Gazowe podgrzewacze wody użytkowej”

  1. ja sie wlasnie zastanawiam co lepiej, czy gaz z sieci czy lpg… chodzi o dom, gospodarstwo jednoosobowe…

  2. @aaa: jeśli patrzeć wyłącznie na cenę samego paliwa, to w każdym przypadku gaz z sieci będzie tańszy od gazu z butli. Jeśli uwzględnić koszt przyłącza, może być różnie.

  3. no wlasnie o to przylacze sie rozbija…
    butla sama z siebie kosztuje, ale abonament pegenige tez… 🙁

  4. Sorry, poprawka. Dom z drugiej reki, gaz podciagniety, byl kiedys, ale obecnie martwy… Mimo oplaty przesylowej czy jak to nazwac nadal bedzie tanszy niz butle?

  5. @aaa: prawie na pewno będzie tańszy.

  6. dziekuje!

  7. Niektóre przepływowe podgrzewacze gazowe mają istotną wadę, polegającą na tym, że nie chcą się uruchomić przy minimalnym poborze wody. Gdy chcemy oszczędzać na zużyciu wody i baterie zaopatrzymy w perlatory, ‚wypuszczające’ mniej niż 5 litrów wody na minutę, wówczas ‚terma’ może nam się nie zapalić.

    Jeżeli chodzi o podłączenie termy do sieci to wystarcza takie ciśnienie, jakie mamy dla kuchenki. Jeśliby na kuchence przez cały dzień gotować na wszystkich palnikach (na przykład w letnio-jesiennym okresie przygotowania przetworów), to może ona zużyć więcej gazu niż ‚terma’.
    W rodzinie 4-osobowej, przy założeniu, że każdy bierze 5-minutowy prysznic rano i wieczorem, dzienne zużycie gazu na same kąpiele wyniesie ponad jeden metr sześcienny. Oznacza to ‚wypadnięcie’ z taryfy o najniższej miesięcznej opłacie stałej (ok. 10 zł) i ‚wskoczenie’ w taryfę W.2 (ok. 25 zł), której górny limit to 1200 metrów sześciennych rocznie. W przypadku ogrzewania domu gazowym piecem/kotłem dwufunkcyjnym wylecimy z taryfy drugiej i ‚wskoczymy’ w trzecią, w której stała opłata wynosi ponad 50 zł.

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting