Wady i zalety wentylacji rozproszonej

W polskich domach wentylacja często nie działa. Czasem z racji błędów projektowych lub wykonawczych. Niekiedy ze względu na nie w pełni świadomą decyzję mieszkańców, którzy nie lubią zimnych przeciągów. Ponieważ w domach mamy najczęściej instalacje wentylacji grawitacyjnej, musimy zimą borykać się z tymi przeciągami, a latem cierpimy z braku wentylacji.

O niebo lepszym rozwiązaniem jest wentylacja mechaniczna (centralna, nawiewno-wywiewna), jeszcze w Polsce niezbyt popularna. Zapewnia stały napływ świeżego powietrza i usuwanie z domu wilgoci. Wymaga instalacji z rurami i zużywa prąd, ale pozwala oszczędzić trochę ciepła, odzyskując jego część z powietrza wyrzucanego z domu.

Inną metodą na wentylowanie pomieszczeń jest wentylacja rozproszona. Pisałem o niej w tym artykule. Umożliwia odzysk ciepła, daje świeże powietrze, zużywa trochę prądu. Czy warto mieć takie urządzenie?

Na czym polega wentylacja rozproszona?

Typowa instalacja wentylacji mechanicznej to centrala wentylacyjna (z wentylatorami, filtrami i rekuperatorem — wymiennikiem pozwalającym na odzysk ciepła) połączona z poszczególnymi pomieszczeniami z użyciem kanałów o dużej średnicy. Łatwo zamontować taki system w domu w trakcie budowy, ale dodanie go do domu istniejącego może nie być trudne. A czasem nie jest możliwe w ogóle.

Wentylacja rozproszona polega na tym, że w każdym pomieszczeniu montujemy urządzenia, odpowiadają za ich wentylację.

Mogą to być małe jednostki z rekuperatorem, jak opisany w podlinkowanym artykule Lossnay VL-100U-E, albo współpracujące ze sobą jednostki InVENTer.

W tym pierwszym przypadku, w danym pomieszczeniu panuje non-stop wymiana powietrza. Powietrze jest zasysane z wnętrza i wydmuchiwane na zewnątrz, a równolegle taka sama porcja świeżego powietrza dociera do pomieszczenia.

W tym drugim przypadku pojedyncze urządzenia działają na zmianę w trybie nawiewu/wywiewu (rys. na podst. blowcontrol.com).

wentylacja-rozproszona-inventer-500

Wentylacja rozproszona w systemie inVENTer.

W podstawowym wariancie taka wentylacja oznacza, że powietrze z łazienki i kuchni będzie trafiać do pokojów mieszkalnych. A wraz z nim duże ilości wilgoci pod postacią pary wodnej i niekoniecznie przyjemne zapachy (że wspomnę tylko o przypalonym jedzeniu). Jak dla mnie, takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia.

Oczywiście można i w tym przypadku zamontować w łazience czy kuchni urządzenie pozwalające na jednoczesne nadmuchiwanie i wyciąganie powietrza. Wciąż jednak nie uważam tego za dobre rozwiązanie.

Bo moim zdaniem to wentylacja powinna działać tak:

  • do pokojów i sypialni nadmuchujemy świeże powietrze,
  • tam się dogrzewa (gdy mamy odzysk ciepła) lub wstępnie podgrzewa (jeśli go nie ma, albo mamy wentylację grawitacyjną),
  • następnie przepływa swobodnie do kuchni i łazienki,
  • z których jest usuwane wraz z wilgocią i nieprzyjemnymi zapachami.

Ponieważ celem działania wentylacji jest przede wszystkim usuwanie wilgoci (a nie dwutlenku węgla, czy innych substancji) z wnętrza domu, powietrze powinno przepływać z pokojów suchych do łazienek i kuchni. To pozwala zmniejszyć wydajność wentylacji przy zachowaniu tego samego efektu.

Jaka jest więc zaleta wentylacji rozproszonej? Łatwiej ją zainstalować w istniejącym budynku i zapewne do działania wymaga mniej energii elektrycznej.

Opublikował 02.09.2013 mgr inż. Krzysztof Lis

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting