Sprawiedliwy sposób podziału kosztów ogrzewania

W dzisiejszym materiale chciałbym pochylić się bliżej nad zagadnieniem podziału kosztów ogrzewania i rachunków za ciepło dostarczane do mieszkań w budynkach wielorodzinnych.

Komentarz ten początkowo miałem napisać na Domowym Survivalu, na którym dyskutowałem z Czytelnikiem o tym, co jest sprawiedliwym i uczciwym podziałem kosztów ciepła. Uznałem jednak, że tam nie ma na to miejsca (bo artykuł był przecież o chłodzeniu się w czasie upałów), więc postanowiłem opublikować go w formie osobnego artykułu, tutaj.

Bronisław napisał tam taki komentarz (skróty i wytłuszczenie moje):

(…)
Może nie chodzi o to, że Ty masz dopłacać sąsiadowi do ogrzewania jego mieszkania, a o to, że to sąsiad grzejąc swoje mieszkanie ogrzewa również Twoje.
Patrząc z tej perspektywy to on dopłaca do Twojego mieszkania zainwestowaną energią cieplną.

(…)

Nie wiem czy wiesz, ale np. za wodę i ciepło mało kto rozlicza się indywidualnie z dostawcą (może się mylę i u Ciebie jest inaczej), ale w mojej okolicy dostawcy wody nie mają umów indywidualnych na dostawę wody i ciepła. Tylko umowa jest podpisana ze wspólnotą mieszkaniową lub spółdzielnią, etc. Na wejściu do budynku jest licznik i to z niego płacone są rachunki za budynek, dlatego skoro wszyscy (jak mieszkańcy) składamy się na ogrzewanie czy wodę to przynajmniej podchodźmy do ogrzewania globalnie.

Tak samo dzieje się, z osobami które np. za wodę czy CO nie płacą w cale. Wtedy każdy z mieszkańców musi tego nie płacącego zasponsorować, żeby globalną FV (fakturę) zapłacić. O ile łatwo jest odłączyć prąd czy gaz tak wodę czy ciepło już nie (bo piony są w mieszkaniu, a nie na klatce schodowej). Stąd też to globalne w skali bloku podejście do problemu.

Ja się zgadzam, z tym, że jeśli mam się rozliczać z każdym dostawcą indywidualnie to wtedy to co piszesz ma głęboki sens i z tym się zgadzam. Ale jeśli nie jest to możliwe. (?!?), to tak jak z komunikacją miejską, bilet kosztuje tyle samo bez względu czy pojedziesz Ikarusem czy Solarisem. Idąc tym samym tropem można by protestować, że bilety na Ikarusa powinny być tańsze.

Zauważ, że ja cały czas zwracam uwagę na problem rozliczania z dostawcą. Jeśli coś jest realizowane w skali globalnej to zawsze jest ktoś kto sponsoruje a zawsze jest ktoś kto skorzysta, czasem jest to aż nadto jaskrawie wykorzystywane, a czasem jest to zwyczajna „sprawiedliwość społeczna”

Chodzi z grubsza o to, aby ogrzanie jednego m^2 mieszkania bez względu na jego lokalizację kosztowało tyle samo. Zużywasz więcej energii ale masz ją tańszą, zużywasz mniej bo dogrzewają cię sąsiedzi więc masz drożej. Ale globalnie obaj płacicie tyle samo za utrzymanie stałej temperatury na tym m2 mieszkania.

I właśnie z tym wytłuszczonym fragmentem nie jestem skłonny się zgodzić.

Dyskusja zaczęła się od tego, że mieszkania narożne i szczytowe (mające dużo ścian zewnętrznych) są przyjemne latem (można urządzić przeciąg i w ten sposób się chłodzić), ale ich ogrzewanie wymaga więcej ciepła. Ale jak słusznie zauważył Bronisław, w niektórych blokach (wspólnotach, spółdzielniach) takie mieszkania za zużywane ciepło płacą mniej, by zrównoważyć te większe straty ciepła.

Ale moim zdaniem jest to fundamentalny błąd.

W idealnej sytuacji, każde mieszkanie powinno mieć założony osobny licznik ciepła i płacić rachunki adekwatne do wysokości zużycia. Nie powinno się zużycia uśredniać z pomocą wziętych z sufitu współczynników i wskazań podzielników kosztów ciepła, dzielić go proporcjonalnie między mieszkańców blogu albo odpowiednio do powierzchni mieszkań. Każdy powinien płacić za ciepło, które dotarło do jego mieszkania przez instalację grzewczą.

Oczywiście, między mieszkaniami ciepło też przepływa. I może zdarzyć się sytuacja, w której ktoś, kto lubi mieć w mieszkaniu 18°C prawie nie musi włączać grzejników, bo grzeje go przez ścianę sąsiad, który ma w mieszkaniu 24°C. Ale to nie są nie wiadomo jak duże ilości ciepła — dla ceglanej ściany o grubości 25 cm i wymiarach 5×2,50 metra w takich warunkach ilość przepływającego ciepła to ok. 150 W.

Do lokali muszą być przypisane uczciwie rachunki za ogrzewanie, bo w przeciwnym wypadku:

  • nikt nie ma motywacji do oszczędzania ciepła — jeśli zużywam rocznie 1 000 kWh ciepła a sąsiad 1 500 kWh, podczas gdy płacimy obaj za 1 250 kWh, co ma jego motywować do tego, by zakręcił grzejniki wyjeżdżając na urlop?,
  • trudno przekonać ludzi do inwestycji w docieplenie budynku lub modernizację systemu grzewczego — bo gdy nie ma realnego przełożenia kWh na złotówki w rachunku, trudno zrozumieć, czemu warto włożyć pieniądze, by zmniejszyć liczbę tych kWh na rachunku.

Sprawiedliwość społeczna ma tyle wspólnego ze sprawiedliwością, co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Niestety, lata komunizmu pozostawiły nam po sobie niezliczone bloki z pionami grzewczymi, na których nie da się wyodrębnić liczników ciepła. Jestem jednak przekonany, że i z tym technicznie sobie jakoś poradzimy. Dobrze, że przynajmniej w nowych budynkach ten problem jest rozwiązany.

Droższe i tańsze mieszkania szczytowe

Takie zmiany spowodują, że mieszkania szczytowe zaczną być droższe w utrzymaniu, a przez to powinny stanieć. I to ma sens. Dobrze, by ludzie mieli świadomość tego, z czym wiąże się wybór takiego mieszkania.

Skoro nie dopłacam sąsiadowi do jego kąpieli (bo płacimy za zużycie wg liczników) ani do tego, że lubi w mieszkaniu mieć jasno (za prąd też płacimy wg wskazań licznika), czemu mam płacić mu za to, że wybrał mieszkanie, które traci dużo ciepła? Może powinienem mu dopłacać do rachunków za paliwo do samochodu, żeby koszty jazdy jednego pasażera wyszły tak, jak i mnie, który wybrałem samochód dużo bardziej ekonomiczny, ale i ciasny i wolny?

Podany przez Bronisława przykład z komunikacją miejską jest chybiony. Jeśli ktoś jeździ ze strefy podmiejskiej, za bilet miesięczny płaci więcej, niż ten, kto jeździ w obrębie miasta. Jak ktoś potrzebuje w Warszawie przejechać 2 przystanki, może kupić bilet 20-minutowy za 3,40 zł. Jeśli musi jechać od pętli do pętli, kupi bilet za 4,40 zł. To układ lepszy (bardziej sprawiedliwy, lepiej zachęcający do rezygnacji z podróży autobusem), niż gdyby obaj mieli płacić za bilet 3,90 zł, bez względu na czas podróży i przejechaną liczbę przystanków, prawda?

Więc i rachunki za ogrzewanie dzielmy uczciwie. Uczciwie, czyli proporcjonalnie do zużycia ciepła.

Zobacz także

Opublikował 01.08.2017 mgr inż. Krzysztof Lis i oznaczył hasłami , ,

Jest jeden komentarz lub opinia do artykułu “Sprawiedliwy sposób podziału kosztów ogrzewania”

  1. Krzysztofie, bardzo mnie cieszy, że zainspirowałem się do napisania tego artykułu.
    Ale, mam też prośbę.
    Sprawdź komu płacisz rachunki za wodę i ciepło. Czy płacisz wprost do dystrybutora (tak jak za prąd i gaz – bo te na 99,9% są podpisane z dystrybutorem) czy może na konto spółdzielni, wspólnoty, zarządcy etc.

    Jeśli płacisz na konto zarządcy to znaczy, że faktycznie SPONSORUJESZ sąsiada mniej oszczędnego. Cały czas podkreślam, w przypadku zorganizowanego zakupu przez wspólnotę, spółdzielnię czy zarządcę w sytuacji gdy każdy jest zaangażowany w to życie wspólnoty chciałby mieć jednakowe warunki.

    Być może, w Warszawie (albo nawet w niedalekim Krakowie) gdzie powstają wielkie molochy na setki mieszkań, gdzie ludzie się nie znają, a zarząd robi wszystko po swojemu nawet nie informując mieszkańców faktycznie każdy rozlicza się wg licznika w mieszkaniu płacąc jednakową stawkę (ale to też nie wyklucza sponsorowania sąsiada – tego który nie płaci). Dodatkowo te nowo wybudowane mieszkania być może faktycznie mają różne ceny w zależności od lokalizacji w bloku. Ale z tego co widziałem w broszurach tak nie jest, cena mieszkania jest podana za m^2 i koniec.

    Właśnie specjalnie przytoczyłem wcześniej Twoje zdanie o wspólnych zakupach po to aby uzmysłowić Ci to, że niektórzy robią zakupy ciepła świadomie i równo dzielą koszty zakupu tego ciepła, bo nie mają innej możliwości.

    Najpierw wyprostuję przeinaczony przykład autobusu.
    Zauważ, że ja nie poruszyłem tematu odległości a środka transportu. Zatem, masz do przejechania z kolegą (np. z mieszkania obok) tą samą trasę (np. do tej samej pracy). Macie obaj te same bilety które z ekonomicznego punktu widzenia były dla was najkorzystniejsze (np. miesięczne – i obaj płaciliście tyle samo).
    Teraz jeden z was się spóźnia i jedzie następnym w rozkładzie autobusem (jeden z was pojedzie Solarisem a drugi Ikarusem), czy zatem ten który jechał Ikarusem ma mieć taniej bo miał mniejszy komfort ? A może drożej bo więcej paliwa zużył ?
    Nie, to był (teoretycznie odrębny) ale jednak zakup wspólnej usługi przewozu bez względu gdzie siedziałeś i czym jechałeś. A fakt różnych biletów równa się różna długość trasy, odnosząc to do ogrzewania oznacza że większe rachunki za ciepło to większe globalne zużycie.
    A nawiązując do sponsoringu, tak jak któryś z kolegów zasponsorował część kosztów przejazdu temu drugiemu tak samo obaj zasponsorowali koszt przejazdu temu co nie zapłacił wcale.

    Przykład drugi znów dotyczy wspólnego zakupu energii. Załóżmy, że trzy osoby mają wybudować wspólnie garaż (na zlecenie – żeby było poprawnie politycznie to każdy ma działalność gospodarczą i zawiązują konsorcjum do tego projektu 😛 ). Każdy z nich ma jakieś elektronarzędzia (betoniarka, wiertarka, mieszadło etc.).
    Podłączają się do instalacji elektrycznej zlecającego ale mają za ten zużyty prąd się rozliczyć (wiem, że to absurd ale potrzeby dla przykładu). Czy zatem skoro budują wspólnie, mają jeszcze rozbijać koszty zużycia prądu na każdego z osobna ? Przecież murarz zużył znacznie więcej prądu tylko dlatego że ma betoniarkę która w początkowej fazie budowy kręciła się na okrągło. Tynkarz na końcu tylko mieszadłem rozrabiał tynk we wiaderku znacznie miej energochłonnym urządzeniem i znacznie krócej. Cel był ten sam, koszty były podzielone wspólnie.

    Konkludując, zgadzam się z Tobą w 100%. Tak jak opisujesz powinno być. Ale nie jest.

    Są małe wspólnoty mieszkaniowe które dzielą koszty wspólnego zakupu ciepła nie na zużycie a na udział powierzchni mieszkania. A wiesz dlaczego, bo to jest (jak słusznie zauważyłeś) pozostałość sprzed ponad 28 lat. Ale dawała ona każdemu mieszkańcowi to, że koszt ogrzania jednego metra kwadratowego była jednakowa bez względu gdzie ktoś mieszkał. W czasach gdy mieszkania były z przydziału i nie mogłeś sobie wybrać czy chcesz mieszkanie droższe, większe, „obudowane” innymi czy może narożnikowe, szczytowe, to przynajmniej miałeś takie same rachunki jak sąsiad.

    Teraz gdy rynek mieszkaniowy jest otwarty i możesz mieszkanie zmienić, albo pójść do dewelopera i wybrzydzać, że ściana jest nie tak jak powinna tylko chcesz większy przedpokój kosztem np. pokoju. To, sposób rozliczania za ciepło przedstawiony przez Ciebie ma głęboki sens. Być może faktycznie mieszkania szczytowe są dużo tańsze kosztem późniejszych większych rachunków za ciepło.

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting