Okna a wentylacja

Rozmawiałem ostatnio z właścicielką mieszkania na wynajem na temat okien w tym mieszkaniu i ich wymiany. Wyraziła zainteresowanie pomysłem wymiany okien drewnianych na plastikowe, trochę zmartwiona, że będzie musiała z tym czekać do kolejnej wiosny, bo o tej porze roku nikt tego zrobić nie chce.

Pocieszyłem ją, bo okna drewniane nie są takie złe, jak nam to się wydaje. 😉

Że okna plastikowe są lepsze, nie ma wątpliwości. Po pierwsze, zazwyczaj mają niższy współczynnik przenikania ciepła od starszych okien. Po drugie, są łatwiejsze w utrzymaniu w czystości. PCW, z którego sa wykonane, jest gładki i łatwo się go myje. Poza tym nie wymagają rozkręcania i mycia szyb od środka, bo mamy w nich szybę zespoloną. Po trzecie, okna tego typu zwyczajnie są szczelne, przez co zmniejszamy ilość zimnego powietrza docierającego do wnętrza mieszkania czy domu.

Ta trzecia zaleta oznacza niższe koszty ogrzewania domu, mniej zimnych i nieprzyjemnych przeciągów, ale także skutki negatywne. Bo uszczelnienie okien upośledza działanie wentylacji grawitacyjnej.

20 lat temu, gdy okna plastikowe nie były popularne, wentylacja grawitacyjna w domach działała tak:

  • zimne powietrze wpływało sobie szparami w oknach i drzwiach,
  • ogrzewało się w pokojach,
  • później trafiało do łazienki i kuchni,
  • a stamtąd było usuwane wraz z wilgocią, dzięki podciśnieniu w przewodzie kominowym.

Teraz, gdy mamy w domach okna szczelne, nie ma napływu świeżego powietrza, a więc wentylacja nie może działać efektywnie. Mamy więc zaduch i wilgoć, ale za to niższe rachunki.

Jeszcze gorzej się dzieje, gdy w jeden z kanałów wentylacyjnych zacznie zasysać powietrze do wnętrza. Może się tak stać np. po uruchomieniu wyciągu kuchennego, gdy ciśnienie we wnętrzu domu znacznie spadnie. Wtedy nagle okazuje się, że w łazience z kratki wentylacyjnej leci kurz… i zimne powietrze, prosto na plecy osoby biorącej prysznic.

Takie zdarzenie oznacza, że ten kanał wentylacyjny jest już zimny i ponowne uruchomienie w nim naturalnego ciągu kominowego będzie trudne.

I to jest ten problem z plastikowymi oknami — są szczelne. Żeby zapewnić dobre działanie wentylacji grawitacyjnej trzeba je dziurawić, albo wycinając uszczelki, albo montując w oknach nawiewniki. Ewentualnie, można okna rozszczelniać, jeśli pozwalają na to okucia. Ale w każdym przypadku oznacza to psucie bardzo dobrego produktu.

Czy jest rozwiązanie?

Tak, a nawet dwa.

Po pierwsze, nie przejmować się tym, że okna wpuszczają trochę zimnego powietrza. Tak ma być. Jeśli to jedyny powód, moim zdaniem można sobie odpuścić wymianę okien.

Po drugie, zamontować szczelne okna i wentylację mechaniczną z odzyskiem ciepła. Problem polega na tym, że często jest to trudne, a w mieszkaniu w bloku — niemal niewykonalne.

Opublikował 10.12.2013 mgr inż. Krzysztof Lis i oznaczył hasłami ,

3 komentarze do artykułu “Okna a wentylacja”

  1. to prawda, że nowe i szczelne okna nie są tak zdrowe dla naszego zdrowia, doprowadzają do powstawania wilgoci, grzybów itd

  2. Jest jeszcze trzecia, najlepsza metoda – zamontować nawiewniki. Jeśli jeszcze nie są, to zaraz będą obowiązującym elementem przy montażu nowych okien.

  3. @Jurek: polemizowałbym z tezą, że „najlepsze” jest kupowanie jak najbardziej szczelnych okien (droższych) tylko po to, by montować w nich (za dodatkowe pieniądze) nawiewniki, niweczące sens tych wszystkich uszczelek.

    Ale kto bogatemu zabroni?

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting