Ogrzewanie gazowe w domu pasywnym

Dziś zajmiemy się odpowiedzią na pytanie, które nadesłał mi e-mailem Czytelnik, pan Krzysztof. Temat ciekawy na fali coraz popularniejszego budownictwa niskoenergetycznego (energooszczędnego lub pasywnego). Oto treść wiadomości, którą otrzymałem.

Przez jakiś czas oglądam Pańskie filmy na kanale youtube. Zaimponował mi Pan wiedzą stąd mój mail do Pana. Bardzo mnie zainteresował temat budowy domu pasywnego którego budowę zamierzam rozpocząć w ciągu 1-1,5 roku. W jednym z filmików omawia Pan temat ogrzania takowego domu wspominając o fakcie że dom pasywny ogrzewa się sam za pomocą działającego tam sprzętu, kuchni, ludzi, słońca itd.

Co jednak gdy mamy zimę jak w tym roku bez słońca a moja żona lubi temperatury w wysokości 25 stopni?:) I co z ciepłą wodą użytkową podczas gdy solary nie mają słońca?

Co myśli Pan o wykorzystaniu piecyka gazowego dwu-funkcyjnego, kondensacyjnego? Biorąc pod uwagę paliwo i elektronikę w takim kotle mam pełną sterowalność.

Dom pasywny, jak i każdy inny, musi mieć jakieś źródło ciepła do ogrzewania. Z całą pewnością nie może być tak, że dom będzie ogrzewany wyłącznie zyskami ciepła z innych źródeł, jakie by one nie były. Wprawdzie w bilansie energetycznym domu pasywnego zdecydowana większość energii do ogrzewania pochodzi właśnie z zysków (słonecznych, bytowych, oraz od domowych urządzeń), to jednak nie wystarczy. Duża masa domu pasywnego pozwala na akumulowanie dużych ilości ciepła, ale nie na tyle dużych, by przez kilka pochmurnych i zimnych dni utrzymać znośną temperaturę w domu.

Zresztą pojawiają się pierwsze sygnały od mieszkańców domów pasywnych, że jednak z tym komfortem to wcale nie jest aż tak kolorowo, jeśli się chce za wszelką cenę dotrzymać standardów domu pasywnego. Bo czasem jednak temperatura spada nieco poniżej komfortowej, albo powyżej tego poziomu.

Tak czy siak, w domu pasywnym musi być źródło ciepła. Spotkałem się z teorią według której cała ideologia domów pasywnych (i standardy) została wymyślona po to, by zrezygnować z klasycznego (aktywnego) ogrzewania. Takiego, w którym jest centralne źródło ciepła i rozprowadzanie go po domu z użyciem wodnej instalacji grzewczej. Albo ogrzewania nadmuchowego, czyli dużych ilości ciepłego powietrza. Chodziło o to, by ciepło mogło być rozprowadzane przy użyciu klasycznej centrali wentylacji mechanicznej, bez potrzeby zwiększania wydajności tej instalacji (większe ilości powietrza) lub podnoszenia temperatury nadmuchiwanego powietrza. To zaś wymusiło dobrą izolację domu i zejście z zapotrzebowaniem na moc do utrzymania temperatury.

Ta moc, znana w polskiej nomenklaturze jako projektowe obciążenie cieplne, nie powinna w budynku pasywnym przekraczać 10 W/m². Czyli dla domu o powierzchni 100 m² nie powinna być wyższa, niż 1 kW. A to moc małego elektrycznego grzejnika, lub suszarki do włosów!

Ale przejdźmy do konkretów, czyli do pytań Czytelnika. Ten przydługi wstęp był potrzebny, by pokazać, że bardzo trudno będzie dobrać do takiego zapotrzebowania na moc (obciążenia cieplnego) odpowiednie gazowe źródło ciepła. Ten poziom mocy jest nieosiągalny dla kotłów gazowych. A pamiętajmy, że mówimy tu o zapotrzebowaniu przy największych mrozach (-16 do -24°C, zależnie od strefy klimatycznej)!

To można oczywiście obejść, robiąc ogrzewanie o dużej bezwładności, np. z buforem ciepła, albo ogrzewaniem podłogowym w bardzo grubej wylewce. Wtedy kocioł będzie się włączać raz na jakiś czas, z większą mocą, dostarczać odpowiednie ilości ciepła, a później na długo się wyłączać. Widzę pewne potencjalne problemy ze sterowaniem kotłem gazowym w ogrzewaniu podłogowym w grubej wylewce (na pewno sterownik pokojowy się nie spisze, pogodowy też może nie nadążyć).

To pierwszy powód, dla którego nie uważam akurat ogrzewania gazowego za najlepszy wybór. Drugi — to koszty. Inwestycja w ogrzewanie gazowe jest kosztowna, bo kupić trzeba kocioł, komin / przewód spalinowy, zrobić instalację gazową, czasem także przyłącze. No i wodną instalację grzewczą. To wszystko kosztuje. Można rozprowadzać ciepło przez wentylację, ale wtedy potrzebna jest nagrzewnica powietrzna, a żeby to miało sens, koniecznie musiałby być w instalacji bufor ciepła. Koszty eksploatacyjne pod postacią stałej opłaty za gotowość do dostarczania gazu też nie są małe…

Z ciepłą wodą oczywiście jest problem. W domu pasywnym większość energii będzie szła właśnie na przygotowanie ciepłej wody użytkowej, a nie ogrzewanie pomieszczeń. Z tym przez dużą część roku poradzą sobie kolektory, ale czymś trzeba grzać wodę zimą. Tu też bym nie kupował kotła gazowego w tym celu, tylko raczej ogrzewał ją prądem, w nocnej (tańszej) taryfie (strefie taryfowej).

I to właśnie ta energia elektryczna byłaby w moim odczuciu najbardziej naturalnym nośnikiem energii do ogrzewania. Nagrzewnica elektryczna to grosze. Nieco droższe będzie elektryczne ogrzewanie podłogowe. Oczywiście będzie to ogrzewanie znacznie droższe od gazowego, ale za to tańsze w inwestycji. Jeśli ktoś nie boi się wyłączeń prądu (a ja się ich trochę obawiam), powinien temu się przyjrzeć.

W każdym razie — na Pana miejscu, mając projekt domu, zrobiłbym mu obliczenie zapotrzebowania na ciepło (sezonowego) i projektowego obciążenia cieplnego, a później porównałbym koszty ogrzewania gazowego i elektrycznego. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że elektryczne będzie konkurencyjne w stosunku do gazowego.

Opublikował 19.07.2013 mgr inż. Krzysztof Lis i oznaczył hasłami ,

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting