Czy nie zbankrutuję na elektrycznym ogrzewaniu mieszkania infrapanelami?

Do powyższego pytania sprowadzić można wiadomość, którą dostałem ostatnio od Czytelniczki. Ogrzewanie mieszkań prądem w Polsce jest jeszcze dość popularne i na rynku zawsze będą się pojawiać interesujące oferty sprzedaży tak ogrzewanych nieruchomości. I zawsze w takim przypadku osoba zainteresowana kupnem mieszkania, będzie się zastanawiać, czy warto.

Postaram się pomóc w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie na łamach niniejszego wpisu, ale najpierw pozwolę sobie zacytować całość wiadomość od Czytelniczki.

Witam, mam na oku mieszkanie na poddaszu nie ukrywam, że szczególnie zachęca mnie cena przy takim metrażu.

Najbardziej zastanawia mnie ogrzewanie(infrapanele) i ciepła woda(bojler), boję że będę płaciła kosmiczne ceny za prąd, ale proszę mi powiedzieć czy mieszkając na poddaszu będę mogła zaoszczędzić (przez okres ok. 6mies. okres letni) na prądzie korzystając z darmowego ogrzewania słonecznego.

Pytając o to właściciela może mi wcisnąć głupoty bo wiadomo jemu zależy na sprzedaży mieszkania. Jestem młodą osobą nie znam się na tych ogrzewaniach, zużyciach prądu itd.

Będę tam mieszkała tylko z jedną osobą gdzie nie będzie nas w domu od 7-8 rano do 18-20 (zastanawiam się na taryfami)

Martwię że w okresie zimowym rachunki za prąd będą w granicach 500-1000zł. Ale zwracając uwagę na oszczędzenie przez okres letni nie włączając tych paneli…

Mam mętlik w głowie.

Nie dziwię się Czytelniczce, że nie do końca wie, co zrobić. W Polsce osoba kupująca cokolwiek na rynku wtórnym jest na straconej pozycji ze względu na trudność w wyegzekwowaniu odszkodowania, gdyby okazało się, że mieszkanie/samochód/cokolwiek innego po sprzedaży okazuje się nie być tak fajne, jak zapowiadał to sprzedawca.

Jest to problematyczne zwłaszcza wtedy, gdy do wytwarzania ciepła używamy drogich sposobów ogrzewania prądem, jakim niewątpliwie są panele grzewcze na podczerwień (infrapanele).

Są jednak metody na to, by nie dać się oszukać.

Teoretycznie temu właśnie miały służyć tak zwane świadectwa charakterystyki energetycznej, czyli dokumenty pokazujące ile dany budynek lub lokal powinien zużywać rocznie energii na potrzeby ogrzewania i przygotowania ciepłej wody użytkowej. Niestety, w praktyce okazało się, że dokumenty te bardzo często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Zasadniczo powinny być wykonywane wedle szczegółowej metodyce, a tak naprawdę, to wykonywane są nierzadko w sposób bardzo przybliżony. No ale czego wymagać od usługi, którą można kupić za kilkadziesiąt złotych na znanym portalu aukcyjnym na literę A.

Trochę narzekam też dlatego, że sam mam uprawnienia do robienia takich świadectw, ale ich nie robię, bo mi się to zwyczajnie nie opłaca.

Ale przede wszystkim tracą na tym ludzie, którzy chcą uczciwie kupić (ale też i sprzedać) lokal albo dom i chcą skorzystać w tym celu z dokumentu, którego wartość jest taka, jak wartość papieru, na którym został wydrukowany. Zresztą w przypadku rynku wtórnego i tak ten obowiązek posiadania faktury jest czysto teoretyczny, w praktyce bardzo rzadko się zdarza, by sprzedawca ten dokument miał. Także wynajmujący mieszkanie, choć powinni, rzadko mają świadectwa.

Dlatego możemy milcząco założyć, że Czytelniczka i w tym przypadku nie będzie miała wglądu do tego dokumentu. Zawsze jednak można zlecić rzetelne wykonanie takiego świadectwa — w oparciu o dane i rysunki (rzut mieszkania, przekroje) przesłane przez sprzedającego mieszkanie. Pytanie, czy będzie chciała wydać w tym celu dodatkowe kilkaset złotych, bo tyle powinna kosztować rzetelna analiza zapotrzebowania budynku na ciepło.

Jeśli nie, jest jeszcze jedna metoda.

Mianowicie można spojrzeć w faktury za prąd. To rozwiązanie, które wydaje się być najprostsze. Pozwoli zorientować się w rocznym zużyciu prądu.

Niestety, jest mało miarodajne, jeśli:

  • my lubimy mieszkać w mieszkaniu ogrzanym do wysokich temperatur, zaś poprzedni właściciel mieszkania starał się oszczędzać na ogrzewaniu,
  • mieszkanie stało puste, a więc ogrzewane było tylko minimalnie,
  • w poprzednim sezonie grzewczym mieliśmy do czynienia z wyjątkowo łagodną zimą, co zafałszowało zużycie prądu.

No ale to jest lepsze, niż nic.

Jeśli właściciel mieszkania nie będzie chciał przedstawić faktur, albo zamiast nich przedstawi tylko jakieś mętne tłumaczenia, należy się nad tematem bardzo poważnie zastanowić!

Opublikował 03.08.2015 mgr inż. Krzysztof Lis i oznaczył hasłami , , ,

Jest jeden komentarz lub opinia do artykułu “Czy nie zbankrutuję na elektrycznym ogrzewaniu mieszkania infrapanelami?”

  1. Gdyby przedwojenni absolwenci gimnazjum mieli współcześnie proste narzędzia matematyczne, jakimi dysponuje każdy komputer (np. arkusz kalkulacyjny), to by w ciągu godziny policzyli straty ciepła dla całego domu.
    A dzisiaj często specjaliści po studiach nie potrafią, niekiedy nawet ci co sami audyty wydają.
    Problemem dla istniejącego budynku może być nieznajomość materiałów budulcowych ścian i dachu. A w zabudowie wielorodzinnej nie można tak sobie kuć wszędzie, żeby sprawdzić. Jednak jeśli już zna się grubość ściany i wie, czy jest ona czymkolwiek izolowana (najczęściej z zewnątrz), wówczas z dużym przybliżeniem będziemy w stanie to sobie policzyć.
    Izolacja jest kluczowa, bo przewodnictwo cieplne wszystkiego, co zawiera dużo unieruchomionego powietrza (np. słomy, tektury, styropianu, pianki poliuretanowej, wełny mineralnej) będzie kilkadziesiąt razy mniejsze niż bardzo gęstych powszechnych materiałów budulcowych (jak betonu, cegły, pustaka).
    Kwestia dachu i okien jest też bardzo istotna, bo tamtędy może uciekać mnóstwo ciepła… Dla tych miejsc też trudniejsze są obliczenia, bo czynników jest więcej.
    Patrząc na obecne lato, należy pamiętać, że nieizolowane poddasze to spory wydatek na wentylację, aby temperaturę schłodzić na tyle, by dało się tam żyć.
    Polecam prostą i dość intuicyjną aplikację http://ziemianarozdrozu.pl/apps/HeatMaster/Heatmaster.html#HeatMaster która pozawala zorientować się w kosztach lepiej niż niejeden pisany na kolanie audyt. Najpierw trzeba trochę policzyć powierzchni, ale nie jest to przecież takie trudne.

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting