Co zrobić, gdy ogrzewanie (jeszcze) nie działa?

Ostatnie kilka dni jest naprawdę nieprzyjemnie chłodnych. Dotarło to do mnie gdy wróciłem w niedzielę z weekendowego wyjazdu do wychłodzonego mieszkania (zostawiłem uchylone okno, a jakże). Próba uruchomienia ogrzewania spełzła na niczym — grzejniki po odkręceniu są nadal zimne. I z tego, co czytam w internecie, taka sytuacja jest w Polsce powszechna.

Co w takiej sytuacji zrobić? Jak się dogrzać w czasie ZANIM ruszy dostawa ciepła z sieci ciepłowniczej, albo zanim uruchomisz całą domową instalację grzewczą? Metod jest kilka, chciałbym je omówić w niniejszym artykule.

W okresie przejściowym temperatura za oknem jest zbyt niska, by w domu dało się komfortowo przebywać przez całą dobę bez ogrzewania. Czasem ten problem dotyczy tylko wybranych pomieszczeń. Czasem tylko krótkiego okresu w ciągu doby (np. rano, zaraz po wstaniu z łóżka). Nawet mając własne źródło ciepła w domu, często nie ma potrzeby uruchamiać całe centralne ogrzewanie, bo bywa to kłopotliwe, kosztowne lub czasochłonne. Łatwo sobie wyobrazić niechęć do rozpalenia w kotle na węgiel, jeśli mieszkańcom brakuje tylko ciepła po wyjściu z kąpieli. 😉

Elektryczne najlepsze!

Do dogrzewania tylko jednego czy kilku pomieszczeń idealne wydaje mi się ogrzewanie elektryczne. Idealne, bo tanie z inwestycyjnego punktu widzenia. Gdy dopadnie nas jesienny chłód, wystarczy pojechać do marketu budowlanego i kupić farelkę, czyli tzw. termowentylator. Ogrzewanie takie jest równie skomplikowana, jak suszarka do włosów. Składa się z wiatraka (wentylatora) i grzałki, czasem termostatu, włącznika czasowego, itd.

Za 50 PLN można kupić farelkę, która potrafi:

  • sama włączyć się przy zadanej temperaturze,
  • wyłączyć się gdy pomieszczenie się już nagrzeje,
  • wyłączyć się, gdy przewróci ją pies,
  • grzać z mocą większą lub mniejszą.

A jak komuś potrzeba dodatkowych funkcji, np. sterowania czasowego, może za kolejne 30 PLN kupić programator czasowy, wkładany do gniazdka. Tym sposobem można ustawić, by łazienka była dogrzewana farelką tylko w czasie nocnej strefy taryfowej, albo godzinę przed zwykłą porą wieczornych kąpieli.

Zamiast farelki dobry będzie też grzejnik elektryczny. Przede wszystkim jest cichszy, ale trudniej precyzyjnie dawkować i kierować wytwarzane przez niego ciepło. Termowentylator ogrzeje nawet człowieka na środku dużego pokoju (trzeba tylko skierować strumień powietrza na jego fotel), grzejnik elektryczny tego nie potrafi.

Idealne wydaje się ogrzewanie elektryczne podłogowe (maty lub kable grzejne). Przyda się zwłaszcza w łazience, gdzie dotkliwy bywa nie tylko chłód, ale też nieprzyjemne wrażenie stąpania po lodowatej podłodze. Oczywiście wrażenia stąpania po ciepłej podłodze się nie da osiągnąć (tzn. da się, ale jest to szkodliwe dla zdrowia i bardzo przegrzewa pomieszczenie). W normalnych warunkach temperatura grzejącej podłogi nie przekracza 26-30°C, co przecież jest znacznie zimniejsze, niż temperatura stopy rozgrzanej po godzinnej kąpieli w wannie.

Pompy ciepła tanie w eksploatacji

Jeśli masz w domu klimatyzator z funkcją grzania, w takim momencie możesz dużo zyskać na jego eksploatacji. Czy raczej powinienem powiedzieć — możesz mało stracić, w porównaniu z innymi źródłami ciepła.

Klimatyzator taki włącza się bardzo prosto, wystarczy przycisnąć przycisk w pilocie i włączyć go w tryb grzania. Będzie dostarczać do pomieszczenia duże ilości ciepłego powietrza. Oczywiście takim klimatyzatorem nagrzejemy salon wieczorem czy sypialnię rano, ale nie łazienkę, bo mało kto montuje klimatyzator w tym pomieszczeniu.

Klimatyzator z funkcją grzania to nic innego jak pompa ciepła powietrze-powietrze, więc będzie dawać ciepło znacznie tańsze, niż grzejnik elektryczny, farelka, czy ogrzewanie podłogowe. Czasem będzie nawet tańsze, niż ogrzewanie gazowe!

Kominki jeszcze tańsze!

Jesli masz w domu kominek, rozpalenie w nim rekreacyjnie wieczorem wydaje się naturalnym wyborem. Nic w tym dziwnego, taki kominek daje tanie ciepło, nie jest też bardzo kłopotliwy w eksploatacji. Poza tym daje przyjemne wrażenia wizualne, ja np. wolę patrzeć w płonące polana, niż w telewizor.

Z drugiej strony, kominek używany sporadycznie raczej buduje się w wersji oddającej ciepło tylko do pomieszczenia, w którym stoi. Nie podłącza się go do dystrybucji gorącego powietrza, albo wodnej instalacji centralnego ogrzewania.

Jeśli nie masz w domu kominka, świetnym pomysłem będzie biokominek — nic innego, jak palnik na alkohol, stylizowany na coś w rodzaju kominka. Paliwo jest drogie, ale sam kominek jest tani. Nie zbankrutujesz korzystając z niego tylko przez kilka czy kilkanaście wieczorów w roku, nie zbankrutujesz też na zakupie urządzenia.

Opublikował 25.09.2012 mgr inż. Krzysztof Lis i oznaczył hasłami , ,

Pozostaw komentarz

Subscribe without commenting